sobota, 22 stycznia 2011
W. zerwał zaręczyny. W. znalazł dla mnie mieszkanie.
Mąż... heh mąż krząta sie po kątach i ciagle przeprasza. Ciągle prosi... chyba w sumie o kolejna szanse.
A ja?
Zmeczona całą tą cholerną sytuacją.
Zmęczona kurwa jestem. Psyt... ciszę mi dajcie.
wtorek, 04 stycznia 2011
paraliżując
zaczyna być coraz bardziej poważnie. Ważne słowa. Bardzo ważne. O przyszłości. O pragnieniach. O byciu razem.
Boję się. Boję się z miejsca ruszyć. Coś trzyma mnie za gardło. Duszę się.
Nie potrafię podjąć jakiejkolwiek decyzji.
Trudny czas. Wspaniały czas. W jego objęciach. Z jego oddechem na moim karku. Z jego głosem... Zakochana ciągle.
czwartek, 30 grudnia 2010
zapytajmy
i co ja mam z tym robić?
z życiem co mam zrobić?
co zrobić z tą miłością?
z sobą co zrobić?
Tak przykro o tym mówić gdy Ty w plecy miłość wbijasz mi
chce się tylko klnąć. Nic poza tym.
poniedziałek, 27 grudnia 2010
codzienność
i znów dziś z pękającym sercem. Nie potrafiąca wykrztusić słowa z siebie. Ze wzrokiem wpatrzonym w podłogę i ze łzami spadającymi gdzieś... w przestrzeń. I z Alanis Morissette tłukącą się gdzieś po mojej głowie. Z żołądkową w ręce. Z jego ostrymi słowami... z obietnicą składaną samej sobie: to musi się skończyć.
I z W. Z milczącym telefonem. Z poczuciem pustki gdy jego dłoni nie ma w mojej. Ze wspomnieniem jego słów i jego głosu. Z jego pocałunkiem zaplątanym gdzieś w moich włosach.
Z przerażeniem w oczach.
Zwyczajny wieczór.
obciążona
Coraz ciężej. Nie do zniesienia jest świat bez niego. Pusty, szary i smutny... Czyjeś słowa gdzieś obok.
Nie ma mnie.
Nie ma mnie już dla tego świata. Samotna z tym wszystkim. Boję się mu powiedzieć cokolwiek, by go nie zranić... by się znów nie zaczął przejmować tak bardzo. Bo wtedy serce pęka.
niedziela, 26 grudnia 2010
niesprecyzowana
W głowie mi szumi... to nie alkohol. To brak Ciebie...
Nie jego dłoń na moim udzie. I wciąż nie on przy mnie za 5,10,20 lat...
Mówił zrób coś, żebyśmy mogli być razem.
Mówił chcę ciebie, twojego syna, twój cały świat chcę... chcę ciebie.
Mówił... a ja zapadałam się coraz głębiej w siebie.
czwartek, 23 grudnia 2010
w przerwie...
Wszedł we mnie tak mocno, trzymał za biodra i poruszał się gwałtownie. Cały czas przechodziły po mnie aż dreszcze... Przerwa między zakupami, sprzataniem, gotowaniem, praniem i szukaniem prezentów. Mogę robić sobie takie przerwy. Nawet kawy sobie odmówię. Byleby mieć W. przy sobie. Na sobie, za sobą, w sobie... Nacudowniejszy dotyk na świecie, nacudowniejszy pocałunek, najcudowniejszy szept... Najcudowniejszy ON. Zakochana!
poniedziałek, 20 grudnia 2010
czasowo...
Moja ochota na zupełne wariactwa. Na wyjscie z domu w środku nocy i jazda do niego tylko po to, żeby móc w pośpiechu otrzymać cudowną porcję rozkoszy od niego... Moja ochota na niego i coraz większa ochota na wspólne, niczym nie skrępowane życie...
Uwielbiam jego uśmiech, gdy czymś go zaskocze... sama wtedy śmieję się do rozpuchu, nie dlatego, że to zabawne ale ze szczęscia... Nasz wspólny śmiech. I świadomość, że daje się komuś szczęscie.
Cudowny czas. Czas z nim.
sobota, 18 grudnia 2010
pochłaniając go
Wczoraj kilka długich nawet minut z nim. On pod wpływem. I potok słów wylewających się z niego... Milion słów mówiących o uczuciu... wielkim, niesamowitym, bardzo intensywnym jak zapach bzu majem uczuciu... I moja cisza. Moje wsłuchiwanie się w jego słowa... pełne skupienie aby zapamiętać jak najwięcej, aby w najbardziej chujowych momentach mojego życia te słowa służyły za kostkę cukru, albo za setkę żołądkowej - znieczulająco.
... gdybyśmy mogli być razem ot tak sobie, juz teraz planowałbym co zrobić, żebyś już na zawsze była moja...
I chyba taka właśnie powinna być miłość. Pełna entuzjazmu, impulsywności i pewności mimo niepewności.
czwartek, 16 grudnia 2010
zimowo
Obrażona. Wczoraj moje krótkie tak i nie jako odpowiedź na jego pytania. I dobranoc o 22. A przecież obydwoje zasypiamy zawsze grubo po północy. I kilka minut przed dwunastą jego: śpisz? Nic. Cisza.
Dziś kawa. Bez uśmiechu i bez entuzjazmu. Patrzenie w przestrzeń poza nim. I nagły dotyk jego dłoni na mojej. I powrót. Zapragnęłam go. A później opowieści o przeszłości. I jego: znów śmieją ci się oczy. Są takie chwile, gdy w twoich oczach widać radość.
Nikt nigdy nie czytał z moich oczu.
I jeszcze później napisał tylko, że kocha. Że bardzo mu zależy. I żebym nie zapominala o tym nigdy. Nawet, gdy mamy gorsze dni...
Trudno jest żyć tą porą zimową.
|
|